Moje publikacje, Polowanie, Strzelanie w praktyce - całość, Andrzej Szeremet - strzelectwo myśliwskie, szkolenia, obozy strzeleckie, strzelania weekendowe, filmy instruktażowe, książki, polowanie, łowiectwo - www.szeremet.pl

Strzelanie w praktyce - całość

Strzelanie w praktyce myśliwskiej - fragment książki " Strzelectwo myśliwskie", drugie wydanie, autor Andrzej Szeremet.

Umiejętności zdobyte na strzelnicy większość z Was ze­chce z pewnością natychmiast wykorzystać w kniei. Okazu­je się jednak, że często doznaje się rozczarowania, a spudło­wane strzały spędzają sen z powiek.
Choć stare niemieckie porzekadło: Ubung macbt Me-isters - ćwiczenie czyni mistrza - nie straciło do dzisiaj nic ze swojej aktualności, nie sposób bez żadnych korekt zasto­sować podczas polowania tego, czego nauczyliśmy się na strzelnicy. Pocieszcie się, że bardzo często doskonali strzela1 rzutkowi w polu "dają plamę", czego nie moż­na przecież tłumaczyć brakiem obycia ze strzelbą. Dlaczego tak się dzieje? Czy różnice w strzelaniu na zawodach i w po­lu są tak ogromne? Czy doświadczenie zdobyte w poszcze­gólnych konkurencjach wieloboju myśliwskiego nic nie zna­czy? Postarajmy się odpowiedzieć na dręczące nas pytania i wyciągnijmy odpowiednie wnioski, które pomogą nam po­łączyć teorię z praktyką.
Strzelnica nauczyła Was bardzo dużo i to z pewnością zaowocuje. Pierwszą fundamentalną zasadą było nauczenie się bezpiecznego obchodzenia się z bronią. Jest to bez wątpienia najważniejsza umiejętność. Bez jej opanowania po­sługiwanie się bronią stwarza zagrożenie dla osób postron­nych i dla samego myśliwego, uniemożliwiając jednocze­śnie bezpieczne polowanie.
Na treningach przyswoiliście sobie zasady strzelania do celów ruchomych i nieruchomych, śrutem i kulą. Zwróć­cie jednak uwagę, że zawsze strzelaliśmy na znanym, wy­godnym stanowisku, na którym wiedzieliśmy, gdzie i kiedy ukaże się cel oraz jaką przebędzie drogę. Nie rozpoczynali­śmy strzelania zadyszani, zmęczeni długim marszem, jak to bywa na polowaniu. Tam zazwyczaj stajemy na kawałku po­śpiesznie udeptanej ziemi, często mamy przed sobą krzaki, zza których rwą się z kwakaniem kaczki, które na dodatek możemy strzelać tylko do tyłu, a takich sytuacji nie ćwiczy­liśmy na strzelnicy. W lesie dziki nie idą truchtem, równole­gle do naszego stanowiska, jak to jest na strzelnicy, ale sa­dzą prosto na nas i to całą watahą. Na dodatek przed polo­waniem ogłoszono zakaz strzelania loch, a wszystko trwa tak krótko...
Różnorodność sytuacji, niepowtarzalna sceneria i brak doświadczenia sprawiają, że często gubimy się w tym wszystkim. Do tego dochodzą emocje, inne niż do tej pory, które musimy nauczyć się opanowywać, aby móc trzeźwo ocenić sytuację i zadecydować czy będziemy strzelać - to zupełnie nowy element - gdzie, kiedy i z jakim wyprzedzeniem. O wiele trudniej jest też zadbać o bezpieczeństwo strzału. Należy także pamiętać o respektowaniu przepisów prawa i etyki łowieckiej.
Frycowe trzeba płacić, o tym wie każdy. Ważne jest, aby nasze błędy nie stanowiły zagrożenia dla innych uczestni­ków polowania (i osób postronnych), a także, by nie ranić niepotrzebnie zwierzyny. Lepiej zrezygnować ze ściągnięcia spustu, niż oddać strzał, nie będąc pewnym skutków, jakie może spowodować.
Jak więc się tego wszystkiego nauczyć? Po prostu polo­wać! Podpatrywać doświadczonych myśliwych, nie wstydzić się zapytać i przede wszystkim nauczyć się analizować po­pełnione błędy i sukcesy, bo przecież i one kiedyś nadejdą. Praktyka myśliwska trwa całe życie i nigdy nie ma końca. Mnogość zdarzeń oraz ich niepowtarzalność jest taka, że nie sposób ich przyrównać do strzelnicy. Każde wyjście w łowisko to nowa lekcja, a każde spotkanie ze zwierzem -który przecież nie zawsze musi być strzelany - to nowe do­świadczenie. Poszczególne konkurencje wieloboju myśliw­skiego odzwierciedlają, tylko w zarysie, sytuacje, z jakimi spotkamy się w łowisku. Dają solidne podstawy do uprawia­nia polowania. Ale nigdy nie zastąpią wieloletniej łowieckiej praktyki.
Uwagi zawarte w niniejszym rozdziale są kroplą w mo­rzu potrzebnych umiejętności, ale pomogą Warn zapewne w szybszej adaptacji w kniei.
Strzelanie kulą
Podzielmy całość zagadnień na trzy grupy tematyczne. Pierwszą z nich będzie broń i optyka, drugą - warunki strzału, trzecią - technika strzału.
Na początek parę słów o broni, a właściwie o niektó­rych jej elementach, które należy przystosować do polo­wania.
Bezpiecznik - na strzelnicy w broni kulowej jest prawie nie używany. Piszę "prawie", gdyż może zaist­nieć sytuacja, kiedy bywa użyty. Może się to okazać ko­nieczne np. w momencie, gdy, podczas strzelania do makiety rogacza, chcemy zwolnić naciągnięty wcze­śniej przyspiesznik, gdyż rezygnujemy ze strzału. Na polowaniu bezpiecznik jest podstawą... bezpieczeń­stwa właśnie. Broń - poza momentem strzału -ma być albo zabezpieczona, albo rozładowana. Odbezpieczona może być tylko w momencie złożenia się do strzału. Wszędzie tam, gdzie w grę wchodzi po­konywanie trudnej przeszkody terenowej, wejście bądź zejście z ambony - broń musi być rozładowana.
Przyspiesznik - na strzelnicy przeważnie wyregulo­wany na maksimum czułości. Na polowanie należy go wyre­gulować ponownie, tak, aby można było na nim spokojnie oprzeć i poprawić palec.
Magazynek z nabojami - na strzelnicy zabroniony, tu wręcz niezastąpiony. Pamiętajmy o tym, że jest, a po zakoń­czeniu polowania nie zapomnijmy go rozładować i - jeśli to możliwe - odłączyć od broni. Ładujmy go zawsze taką samą liczbą naboi, wtedy nigdy nie zdarzy nam się po­zostawienie jednego naboju w magazynku. Osobiście za­wsze ładuję cztery naboje dlatego, że pełny magazynek cza­sami nie poda pierwszej sztuki. Na zbiorówkach należy bezwzględnie opróżniać (odłączać) magazynek po­między pędzeniami.
Pas do broni - na strzelnicy zabroniony, w kniei ciągle w użytku. Broń nosimy albo pod pachą, z lufą trzymaną rę­ką z przodu i skierowaną do góry, albo na plecach, także pamiętając o ustawieniu lufy do góry. Aby pas ustawicznie nie zjeżdżał nam z ramienia wystarczy przyszyć na "pago­nie" mały guzik. Pas powinien być w miarę miękki i szeroki, ale bez przesady. Sprzączki pasa najlepiej wyciszyć przecią­gając przez rolki kawałeczki starej sznurówki. Dobrze do­bierzcie długość pasa, gdyż zarówno za krótki, jak i za dłu­gi, będzie niewygodny. Skórzany pas chłonie wilgoć, dlate­go warto go przeciągnąć od czasu do czasu oliwką.
Przyrządy celownicze otwarte - na strzelnicy pra­wie nigdy nie używane, a co gorsza, nie sprawdzane. W kniei mogą być przydatne. Sprawdźmy jak są ustawione i jak strzela nasza broń na dystansie 50-60 metrów. Strzela­nie na większe odległości z przyrządów otwartych wymaga bardzo dobrego wzroku.
Warunkiem celnego strzału jest umiejętność określenia odległości w jakiej znajduje się cel. Bardzo może nam w tym pomóc luneta. Klasyczny krzyż lunety jest tak skonstruowa­ny, że poziome belki mieszczą sylwetkę rogacza oddalone go o 100 metrów czyli odcinek 70 cm. Zamieszczone rysun­ki obrazują, jakimi możliwościami mierniczymi dysponuje nasza luneta.
Optyka - stosowana na strzelnicy może nie spełniać wymagań polowania. Zbyt cienkie nitki krzyża mogą być sła­bo widoczne przy gorszych warunkach oświetlenia. Rów­nież światło lunety powinno mieć odpowiednią liczbę, aby luneta była w pełni przydatna do polowania. Krotności przydatne do strzelania np. makiety rogacza, w praktyce bę­dą za duże. Wielkość zbliżenia warunkują też warunki odda­wania strzału, takie jak dobre podparcie, oświetlenie, kulo­chwyt, przeszkody itp. Potrzebne mogą być różne osłony na lunetę, zabezpieczające ją od deszczu, kurzu itp. Przydat­na może być też nakładana na okular i dopasowana do oka, gumowa, a jeszcze lepiej skórzana rura, eliminująca ze­wnętrzne światło, co jest ważne zwłaszcza w przypadku po­lowań w nocy.

1. Rogacz w odległości 200 m, daniel w odległości 300 m, jeleń w odległości 400 m.
2. Rogacz w odległości 150 m, daniel w odległości 225 m, jeleń w odległości 300 m.
3. Rogacz w odległości 200 m, daniel w odległości!50 m, jeleń w odległości 200 m.
4. Rogacz w odległości 75 m, daniel w odległości 115 m, jeleń w odległości 150 m.
Pamiętajcie jeszcze o jednym: broń na strzelnicę mamy przystrzelaną w punkt. Do polowania na sto metrów, punkt trafienia powinien być nad punktem celowania o 4-6 cm, wtedy przy strzałach na dystansie 150 m wszystko będzie dobrze.
Warunki strzału - zdecydowanie inne niż na strzelni­cy, choć bardzo często dużo łatwiejsze. Ale jest to łatwość pozorna, gdyż dochodzi tutaj niebagatelny czynnik, jakim są emocje związane z polowaniem. Dlatego każdy strzał do grubego zwierza powinien być oddany ze stabilnej pod­pórki. Być może niektórzy strzelcy uśmiechną się pod wą­sem, pewni skuteczności swego strzału z wolnej ręki. Dla nich mam propozycję. Strzelnica, dystans 100 m, makieta rogacza i niech pokażą, czy strzelą z wolnej ręki przynaj­mniej 45/50 pkt. Albo 50 m, makieta dzika i wynik 50/50 pkt. Ale nawet jeśli uda im się osiągnąć taki wynik, to jest to tylko strzelnica. A gdzie emocje i wiele innych, mających wpływ na strzał czynników?
Poza dobrym podparciem bardzo ważną sprawą oka­zuje się umiejętność poprawnego określenia odległości. Latem i przy dziennym oświetleniu jest to stosunkowo ła­twe, ale zimą, w nocy i na śniegu zła ocena odległości może prowadzić do wielu nie przewidzianych i nie chcia­nych sytuacji.
Przeszkody na linii strzału - na strzelnicy nie wystę­pują, w kniei pojawiają się na każdym kroku. Jakże często zaaferowani możliwością zdobycia trofeum zapominamy o super dokładnym rozpoznaniu przedpola. Nie wspomi­nam o tak podstawowych sprawach, jak bezpieczeństwo oddawanego strzału, bo bywalcy strzelnic są wręcz przeczuleni na tym punkcie. Jednak często zapominają o tym, że jedno źdźbło trawy może być przyczyną pudła, lub - co gor­sza - przyczyną poranienia zwierzyny. Pamiętajmy o tym.
Zapamiętanie miejsca oddania strzału na strzelnicy jest bez znaczenia, w kniei - ogromnie ważne. Zanim pocią­gniecie za spust, znajdźcie sobie w lunecie jakiś punkt od­niesienia. Podrzut broni po strzale uniemożliwi Wam- zwłaszcza nocą - obserwację celu. Obojętnie czy będzie to rosnący obok celu krzak, kępa trawy na linii strzału, czy inny charakterystyczny punkt, ważne jest, aby pomógł nam później zlokalizować miejsce oddania strzału, a nawet pod­nieść zwierzynę, co często sprawia poważny kłopot. Ma to szczególne znaczenie przy lokalizacji pierwszej farby i miej­sca, gdzie zakładamy psa na trop w trakcie poszukiwania postrzałka.
Tu dochodzimy do kilku elementów wyposażenia, któ­re na strzelnicy nie były Warn potrzebne. Są to: lornetka, do­bry nóż, linka do ciągnięcia tuszy. Niezmiernie ważna jest też dobra, a nawet bardzo dobra, latarka. Jej posiadanie - zwłaszcza podczas polowań nocnych - jest konieczne. O poszczególnych częściach wyposażenia można dyskuto­wać w nieskończoność, ale nie o tym teraz mówimy. Chce­my pokazać, że nabyte na strzelnicy umiejętności moż­na i należy przenosić w knieję, korzystać z nich, pamiętając, że knieja stawia dużo wyższe wymagania niż strzelnica.
Strzelanie do pędzonych dzików
O ile strzelanie do stojącej zwierzyny jest stosunkowo łatwe, o tyle strzelanie kulą do zwierzyny będącej w ruchu - co dzieje się przede wszystkim na polowaniach zbioro­wych - wymaga sporej wprawy. Doskonałym treningiem jest strzelanie konkurencji "dzik w przebiegu". W praktyce łowieckiej, sytuacja podobna do tej, jaką mamy na strzelni­cy, a więc idealna, zdarza się bardzo rzadko. Przeważnie do strzału dochodzimy podczas pędzenia lasu, gdzie możli­wość i dystans strzału w miot są ograniczone, dziki przeska­kują linię i po sprawie. Jak się więc zachować, jak rozegrać całą sytuację, aby nie zepsuć okazji, która nie zdarza się przecież często?
Na pierwszych polowaniach radzę nie zakładać optyki. To pozwoli Warn obyć się trochę z sytuacjami, jakie spotyka się podczas pędzeń w lesie i nabrać niezbędnego doświad­czenia. Strzelanie dzika na przecince przez lunetę wymaga pewnej wprawy, a dla niedoświadczonego strzelca bywa wręcz niebezpieczne. Poza myśliwymi i naganiaczami na po­lowaniach leśnych są psy i na nie trzeba też zwrócić szcze­gólną uwagę.
Nigdy nie strzelamy, gdy podczas pędzenia w bezpośredniej bliskości dzików są psy. W takich momentach nietrudno zastrzelić psa, pomagającego nam w polowaniu.
Do polowań pędzonych najlepiej zaopatrzyć się w specjalną lunetę o zmiennej krotności l \x 4 x 20. Si­ła światła jest tu drugoplanowa, gdyż polujemy w dzień. Większość strzałów oddajemy raczej na odległości nie prze­kraczające 50 metrów. Wielkość założenia znamy ze strzelni­cy, ale dotyczy ona dzika idącego truchtem.
Dzika sadzące­go galopem spod psów, na odległość 50-60 m strzelamy na gwizd. Pamiętać należy o zasadzie, aby na tych dystan­sach nie wychodzić z sylwetki dzika, no i oczywiście nie za­trzymywać luf.
Dzika przebiegającego w odległości 20-30 metrów strzelamy na łopatkę. Mowa tu o dziku ważącym około 40-50 kg, a więc takim, do jakiego uczyliście się strzelać na strzelnicy. Trudno by było trafić w ten sposób zmykającego co sił w biegach warchlaka. Strzał spóźniony murowany. Wielokrotnie słyszymy w opowiadaniach kole­gów o fenomenalnych strzałach za ucho. Zdecydowanie rza­dziej jednak opowiadają nam o ciężkich postrzałach w gwizd, a to tylko dlatego, że nie dochodzi się tych sztuk, skazując je na długotrwałe cierpienia. Pamiętajcie, zawsze strzelamy na komorę. Przyznaję, że zdarzają się sytuacje, gdy możliwy jest strzał za ucho, na przykład wówczas, gdy dzik wysuwa się w odległości paru metrów z młodnika, ale są to wyjątkowe przypadki.
Jeżeli dziki idą na Was watahą, nie strzelajcie do pierw­szego zwierza. Najczęściej będzie to locha, a poza tym roz­bijecie watahę i o wypracowaniu strzału do następnej sztu­ki nie ma co mówić. W takiej sytuacji najpierw strzelajcie dzika idącego dalej, a wataha na pewno zachowa swój kie­runek. Drugiego zwierza możecie strzelać na linii, a trzeci strzał - jeżeli zdążycie - możecie oddać do ostatniego dzika, którym często jest grubsza sztuka. O takiej sytuacji piszę dlatego, że strzelenie dubleta do dzików marzy się każde­mu. Warto więc rozegrać spotkanie spokojnie.
Biegnący dzik osiąga prędkość:
Strzelnica: 4 m/s; potrzebne założenie na dystansie 50 metrów (przy prędkości kuli ok. 800 m/s) około 30 cm; punkt celowania 20 cm poniżej ucha.W łowisku:
Trucht - jak wyżej
Galop: 8-10 m/s; potrzebne założenie na dystansie 50 metrów około 60 cm; punkt celowania - gwizd.
Powyższe założenia mają zastosowanie wówczas, kiedy strzelamy do defilatora. W przypadku strzałów do sztuk od­chodzących oraz przychodzących na kulawy sztych, założe­nia będą odpowiednio mniejsze.
Utrudnieniem przy strzelaniu do biegnącego dzika mo­gą być wszystkie nierówności terenu. Dzik ma stosunkowo równy bieg (w odróżnieniu od sarny i jelenia) i na płaskim podłożu można go płynnie poprowadzić.
Strzelanie do zwierzyny płowej
Strzelanie na polowaniach pędzonych do zwierzyny płowej nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem ale wiele kół mających wysokie plany odstrzału decyduje się na taki spo­sób pozyskania. Bardzo często zwierzyna płowa - szczegól­nie jelenie - próbuje się wynosić z miotu, zanim jeszcze rozpocznie się gonienie. Wtedy nadarza się często dogod­na okazja do oddania spokojnego strzału. Dużo trudniej ma się sprawa, kiedy naganka spłoszy jelenie i te ruszą ostro. Je­leń pędzony na otwartej przestrzeni osiąga prędkość 10-14 m/s. Strzał do szybko biegnącej łani jest bardzo trud­ny, choćby dlatego, że jej galop nie jest tak płynny jak galop dzika. Stąd też dużo strzałów dołowanych i górowanych, zwłaszcza wówczas, gdy myśliwy usiłuje strzelić sztukę prze­skakującą przez linię. Wielkość założenia do takiej łani, przebiegającej w odległości około 50 metrów, będzie oscy­lować w granicach 70- 80 cm, a więc punkt celowania bę­dzie znajdował się przed piersią zwierzęcia. W praktyce do 70 metrów nie wychodzimy muszką, ułożoną na wysoko­ści komory, poza łeb zwierzęcia.
Sztukę idącą w podobnej odległości truchtem, strzela­my, zakładając około 40 cm.
Sarna, pędzona na przestrzeni otwartej, osiąga szyb­kość 10-12m/s.
Założenia będą więc podobne jak przy strzelaniu do jeleni, ale strzały mogą okazać się trudniejsze, choćby z tego względu, że sarna jest dużo mniejsza.
Strzelając do zwierzyny, która jest w ruchu, unikajmy strzałów na sztych lub do zwierza odchodzącego prostopa­dle od myśliwego. Takie strzały prowadzą bardzo często do zranienia zwierzyny. Jeśli nie ma dobrych warunków do oddania strzału, lepiej z niego zrezygnujmy.
Strzelanie śrutem w łowisku
Podobnie jak przy strzelaniu kulą, strzelanie śrutem na polowaniu stanowi dla dobrego nawet zawodnika nowe doświadczenie. Ważne, abyśmy potrafili przenieść i zaadop­tować do innych warunków, jakie stwarza pole, te umiejęt­ności zdobyte na strzelnicy, które będą przydatne w naszej praktyce myśliwskiej.
Najpierw o broni. Pamiętajmy, że na polowaniach indy­widualnych poruszamy się przeważnie z bronią nabitą. Czę­sto towarzyszą nam koledzy, pomaga pies. Troski o bezpie­czeństwo nigdy nie za wiele! Podczas podchodu, np. gdy polujemy na ptactwo i przemierzamy właśnie rozległe kar­toflisko, lufy zawsze patrzą w górę. Często przechodzi­my przez przeszkody, wchodzimy i schodzimy z ambony, podjeżdżamy autem, odstawiamy broń. Pamiętajmy wte­dy o jej rozładowaniu. Na polowaniach zbiorowych za­chowujmy się jeszcze ostrożniej. Pamiętajmy, że śrut leci da­leko i ma duże skłonności do rykoszetowania. Zauroczenie zbliżającą się na strzał zwierzyną nie może uśpić naszej uwa­gi. Poprawka do spudłowanego, nisko i szybko lecącego ba­żanta, musi być strzelana ze zdwojoną uwagą ze względu na to, że często jest oddawana nie natychmiast, lecz po za­maszystym pociągnięciu lufami, a drugi strzał pada w zupeł­nie innym kierunku. Jesienią podczas prac polowych za każdym krzakiem mogą być ludzie. Emocje porywają wszystkich, ale na polowaniu muszą być szczególnie kontro­lowane.
Pasek do broni, zakazany na strzelnicy, tutaj jest nieza­stąpiony.
Do tej pory strzelaliśmy do rzutków jedną grubością śrutu. Teraz mamy do dyspozycji całą gamę numeracji, z której musimy się nauczyć wybierać właściwą grubość śru­tu, zależną nie tylko od rodzaju zwierzyny czy ptactwa, na jakie polujemy lecz i od innych czynników (jednostkowe właściwości broni, siła wiatru, temperatura i wilgotność po­wietrza, odległość od zwierzyny etc.)
Na strzelnicy, co konkurencja to inne czoki. W polu ge­neralnie stosujemy jedną, góra dwie kombinacje czoków. Przeważnie będzie to kombinacja 1/4 w dolnej (prawej) lu­fie i 3/4 w górnej (lewej) podczas polowania na ptactwo lub 1/2 do dolnej i pełen czok do górnej lufy, gdy polujemy na zające. Stosowanie zbyt ciasnych wierceń jest typowym błędem popełnianym przez młodych myśliwych, wierzą­cych, że ostrzej bijąca strzelba poprawi skuteczność strzału, co jest oczywiście nieprawdą.
Na strzelnicy rzutki zawsze miały tę samą prędkość, chyba że mocno wiało. Szybkości lotu ptaków nie daje się ani zadekretować, ani określić raz na zawsze. Trzeba się na­uczyć ją oceniać. Także odległość od celu nie będzie zawsze taka sama jak na strzelnicy. Aby więc myśleć o skutecznym strzelaniu, trzeba posiąść umiejętność oceniania tych dwóch podstawowych parametrów celu, dodając do tego właściwą ocenę kierunku jego lotu lub biegu. Nie jest to na początku takie łatwe, ale niestety stanowi przepustkę do celnego strzelania w polu.
Pamiętajmy też o tym, że na polowaniu będziemy ubra­ni inaczej niż na strzelnicy przeważnie grubiej i nasza kolba do tej pory dopasowana może okazać się za długa, co bę­dzie przyczyną górowania strzałów.
Takich różnic pomiędzy strzelnicą a polem istnieje bar­dzo dużo, a Waszym zadaniem jest jak najszybciej przyswoić sobie te niuanse pamiętając o jednym, że naszym celem jest żywa zwierzyna, którą chcemy pozyskać, nie zaś rzutek.
Prześledźmy teraz, jak poszczególne konkurencje wie­loboju myśliwskiego zbliżają nas do praktyki strzeleckiej.
Krąg myśliwski
Ta konkurencja pozwala nam na opanowanie strzałów do nisko i szybko lecących ptaków. Na stanowisku nr 4 strzelamy do defilatorów - co jest bardzo podobne do strzelania szybkich kaczek na zapadach. Stanowisko nr 7, gdzie strzelamy do rzutka odchodzącego, daje nam dosko­nałą zaprawę przed polowaniem na deptaka i strzelaniem do rwących się i odchodzących kuropatw i kaczek. Stanowi­ska nr 3 i 5 (podobnie jak stanowisko nr 4) uczą strzelania do defilatorów, ale już nieco odchodzących i przychodzących na myśliwego, a więc strzelanych "na kulawy sztych". Podob­nie ma się sprawa ze stanowiskami nr 2 i 3, tyle że tu kąty są dużo ostrzejsze i w praktyce nie strzelamy nigdy tak blisko do ptactwa, gdyż tusze zostałyby rozbite przez wiązkę śrutu.
Oś myśliwska
Ta konkurencja imituje całą gamę sytuacji z polowań indy­widualnych, gdzie strzelamy ptactwo spod psa, a więc polowań na kuropatwy, bażanty i kaczki. Rzutki maksymalnie boczne ze stanowisk nr l i 5 doskonale imitują lot kszyka, kiedy trzeba strzelać bardzo szybko, no i "słusznie"' założyć. Należy pamiętać, że lot rwących się ptaków jest w praktyce zdecydowanie wol­niejszy i ze strzałem nie należy się tak bardzo śpieszyć.
Najwięcej zyskamy trenując podchód, który jest dosko­nałym przygotowaniem do polowania na deptaka. Dla tych, którzy będą polowali z dobrym psem, ta przesiadka z osi w pole będzie dużo łatwiejsza. Ważne jest, aby nie dać się ponieść emocjom, jakie może wywołać furkot rwących się ptaków i starać się składać i strzelać spokojnie.
Przeloty
Ta konkurencja jest idealnym ćwiczeniem przed strzela­niem do ptactwa na ciągach i polowaniach zbiorowych.
Rzutek lecący na wysokości 20 metrów pokonuje tu dy­stans 30 metrów, jaki dzieli maszynę od stanowisk w czasie około 2 sekund. Daje to prędkość 15 m/s. Potrzebne zało­żenie w momencie, gdy rzutek nas mija to 80-90 cm, przy nie zatrzymanych lufach. Podobnie będzie z pędzonym bażantem, z tym, że powinniśmy go strzelać stosunkowo wcześniej, dając sobie tym samym szansę na ewentualną poprawkę zaraz za linią myśliwych.
Porównajmy tę prędkość z prędkościami osiąganymi przez poszczególne gatunki ptaków łownych.
Gołąb, kaczka na przelocie: 15-22 m/s (cyranki na­wet 25m/s).
Kuropatwa pędzona: 8-20 m/s.
Bażant pędzony: 8-20 m/s.
Bardzo istotny wpływ na prędkość lotu ptaków ma prędkość wiatru oraz to, czy ptaki lecą "naturalnie" czy też były pędzone.
Zając w przebiegu
Ta konkurencja przygotowuje do strzelania śrutem celów poruszających się na ziemi, choć w łowieckiej praktyce rzadko napotkamy zające i lisy w polu, które ze­chcą biec równolegle do linii myśliwych. Prędkość makie­ty to 4 m/s. Zając pędzony, idący ostro po zamarzniętej ziemi, osiąga prędkość do 16 m/s. Jeżeli do makiety wy­starczy założyć na początek skoków (a więc około 30-40 cm) to na polowaniu założenie 150 cm nie będzie za duże. A przecież pędzone zające nie biegają jak na strzelnicy. W praktyce każdy tor biegu celu, kąt, pod jakim strzelamy, odległość, prędkość i sytuacja, w jakiej oddaje się strzał, są inne. Stąd też i każde założenie jest inne, i pudeł bywa sporo.
Pamiętajcie, aby unikać strzałów na zbyt duże odle­głości. Takie strzały często kaleczą zwierzynę, której przeważnie nie dochodzimy, skazując ją na niepotrzebne cierpienia.

Na koniec uwaga generalna: knieja stawia dużo wyższe wymagania niż strzelnica i o tym trzeba pamiętać.


2009-02-28 18:04:39
cofnij powrót
Copyright © by Andrzej Szeremet 2009. All rights reserved. Odwiedzin od 1.03.2009 - 457327
powered by A-NET bielsko