Moje publikacje, Polowanie, Lis-niebezpieczenstwo którym nikt nie chce zająć sie poważnie, Andrzej Szeremet - strzelectwo myśliwskie, szkolenia, obozy strzeleckie, strzelania weekendowe, filmy instruktażowe, książki, polowanie, łowiectwo - www.szeremet.pl

Lis-niebezpieczenstwo którym nikt nie chce zająć sie poważnie
Temat lisa pojawiający się coraz częściej zarówno w czasopismach łowieckich jak i dyskusjach staje się coraz bardziej nabrzmiały. Jest to temat którym jak napisałem w tytule "nikt nie chce zająć się poważnie". Nikt poza myśliwymi tymi na szczeblu koła i garstką ludzi nauki którzy jak dotąd bezskutecznie sygnalizują problem. A problem istnieje i staje się powoli problemem dużego kalibru. Sam od 35 lat z zamiłowaniem poluję na lisy i z ciekawością obserwuję ten gatunek. Myślę, że jest to okres dosyć długi aby starać się podpowiedzieć co robić by choć trochę zapanować nad tym problemem.
W swoich artykułach dotyczących lisów na przestrzeni ostatnich lat starałem się pokazać jak skutecznie polować na tego drapieżnika i jakie poczynania powinni prowadzić myśliwi aby ograniczyć liczebność tej niezwykle dynamicznej populacji. Większość myśliwych oddaje się tradycyjnym sposobom polowania takim jak zasiadka czy wabienie. Coraz większa liczba myśliwych poluje z norowcami. Modne szczególnie ostatnio stało się opolowywanie stert słomy budowanych z potężnych rolowanych balotów. Efekty o ile umiejętności myśliwych i psów są wystarczające a trzeba wiedzieć że jest to polowanie wymagające sporego doświadczenia są doskonałe. Poteżnym atutem w walce z lisami - nie waham się użyć takiego sformułowania jest posiadanie przez coraz większą grupę myśliwych broni kulowej o małych kalibrach. Wiele kół zaczyna budować sztuczne nory przy wykorzystaniu których polowanie jest szczególnie efektywne. Nęciska, szczególnie w okresie ostrych zim spełniają doskonale swoja rolę. Jeżeli jeszcze są systematycznie zasilane i fachowo zlokalizowane pozwalają na uzyskiwanie doskonałych efektów polowań.
Wydawałoby się że cała ta gama środków i różnorodne techniki polowania odniosą radykalny skutek i ograniczą liczebność lisa - nic z tego.
Pozyskanie lisa w Polsce szacowane na około 60-80tysięcy sztuk jest bardzo niskie. Nawet gdy dodamy do tego sztuki nie ewidencjonowane / choroby, sztuki rozjechane na szosach, sztuki skłusowane, niepodane do ewidencji przez myśliwych/ powiedzmy około 15-20% to jest to i tak mało. Oznacza to że przeciętny polski myśliwy nie strzela nawet jednego lisa rocznie.A przecież są , sam znam takich myśliwych którzy w ubiegłym sezonie strzelili ponad setkę lisów. O tych którzy strzelili około pięćdziesięciu nie wspomnę. Porównując nasze pozyskanie z sąsiadami z zachodu - pozyskanie oscyluje tam w granicach ponad pół miliona sztuk, prawdopodobnie około 600tysiecy wyglądamy jak ubogi Jasio i to nie dlatego że brakuje lisów. U naszych sąsiadów dobry lis to upolowany lis. Wynika z tego jasno, że nie radzimy sobie z problemem. Trudno też jest się spodziewać abyśmy po uzyskaniu członkostwa Unii uzyskali zachęcające dopłaty do pozyskanych lisów co zapewne zachęciłoby wielu myśliwych do polowania na ten gatunek zwierzyny .Perspektywy rysują się bardzo niepokojąco wręcz żle, zwłaszcza że nie podejmuje się żadnych racjonalnych decyzji w tym kierunku. Daruję sobie temat zwierzyny drobnej aby nie wytrącać pióra z ręki teoretykom zastanawiającym się jaką długość powinna mieć chłopska miedza aby kura mogła zagniazdować. Nie mogę jednak pominąć sprawy sarny której stan zmniejsza się w zastraszającym tempie. Pozyskiwana przez myśliwych - zresztą zgodnie z planami hodowlanymi uparcie korygowanymi w górę przez wielu nadleśniczych, dziesiątkowana przez kłusowników, psy /gdzie niegdzie wilki/ i systematycznie pozbawiana części potomstwa prze lisy ma kiepskie perspektywy na przyszłość.
Artykuł Pana Jacka Skubisza publikowany w maju w Łowcu Polskim traktujący o sytuacji populacji sarny - obserwacje w OHZ "Zielonka" jest bardzo na czasie. Pamiętajmy jednak że OHZ "Zielonka" jest łowiskiem prowadzonym na wysokim poziomie fachowym z małym stopniem kłusownictwa. Nie jest więc łowiskiem reprezentatywnym. Skoro autor podnosi temat i jest zaniepokojony aktualną sytuacją to co dzieje się w łowiskach gdzie brak fachowości i gdzie stopień kłusownictwa jest wysoki?
Na podstawie moich obserwacji podczas wieloletniego zawodowo uprawianego łowiectwa zaryzykowałbym stwierdzenie, że pozyskanie i ubytki sarny poza ewidencją to następne 100% pozyskania. Dotyczy to zachodniej i północno zachodniej Polski gdzie sytuacja bytowa ludności wiejskiej na byłych terenach PGR-owskich jest tragiczna. Ale to inny temat do rozważań niemniej wart osobnego artykułu. Ubytki te należy jednak wkalkulować w nasze rozważania . Autor pisze że, cyt. "Potwierdzenie faktu, że lisy w znacznym stopniu ograniczają rozrost populacji sarny, można uzyskać tylko przez dodatkowe badania". Rozumiem, że dla naukowców liczy się tylko namacalny dowód ale z własnych obserwacji, obserwacji wielu moich kolegów myśliwych uważam ten fakt za absolutnie bezsporny. Poza relacjami świadków wystarczy popatrzeć na wzajemną korelacje jaka zachodzi pomiędzy terminami rozpoczęcia akcji wykładania szczepionki przeciw wściekliżnie w Polsce, a spadkiem pogłowia sarny. Oczywiście "poślizg" będzie tu z pewnością dwuletni ze szczytową po trzech , czterech latach ale sprawa wydaje się być bezdyskusyjna.
W OHZ " Manowo" na Pomorzu gdzie pracowałem przez 10lat w jednej z lisich nor z której odkopywalośmy przysypanego psa znależliśmy 21 sztuk kożlęcych cewek. Czterokrotnie miałem spotkanie z lisem niosącym kożlaka, dwa razy obserwowałem jak lis "pilnował" kocącą się kozę, raz ze skutkiem śmiertelnym dla kożlęcia. Jeśli lis zanotuje taki sukces łowiecki tylko raz lub dwa razy to łowisko traci 60-100 kożlaków. A gdzie buszujące wiosną psy nietykalne jak hinduskie krowy itd.
Powoli zaczyna się wyłaniać inny problem. W zaszczepionej populacji pojawiają się dziury, pojawiają się osobniki które nie podniosły szczepionki. Trudno jest wykładać szczepionkę na obrzeżach miast gdzie żyje spora część lisiej populacji. Populacja jest za liczna, dalej jest zatem zagrożenie życia ludzkiego. W ostatnich latach odnotowano przypadki wścieklizny u ludzi, jej sprawcami były lisy. A przecież zakażenie nie musi iść drogą lis- człowiek. Pomiędzy tymi punktami może być cały szereg nosicieli /gryzonie, koty domowe, bydło gospodarskie/ gdzie nie mamy pojęcia że miały kontakt z wściekłym lisem.
Co zatem robić skoro strzelba to mało aby ograniczyć populację?
Za ingerowaliśmy w przyrodę podając lisom szczepionkę przeciw wściekliżnie powodowani wyższymi celami - ochroną życia ludzkiego. Zerwaliśmy jeden z hamulców ograniczających w sposób naturalny populację. postarajmy się więc wprowadzić hamulce sterowane ludzką ręką.
Kilka lat temu publikując w "Łowcu Polskim" artykuł na tematy lisie, zaproponowałem podjęcie badań nad destruktorami układu rozrodczego u lisów. Użyłem tam popularnego sformułowania "środki antykoncepcyjne" Niestety ten fragment został wycięty z artykułu przez redakcję. Tłumaczono to opcja zielonych, niepopularnym tematem itp. Teraz wypada chyba wrócić do tego tematu a szkoda że tak póżno bo straciliśmy parę lat.
Na czym polegałaby nasza ingerencja. Na podawaniu okresowo np. poprzez domieszkę do abecnie podawanej szczepionki p. wściekliżnie środków/ hormonalnych, biochemicznych/ powodujących okresowa bezpłodność u lisów na danym terenie. Mogą nasunąć się zastrzeżenia co do skuteczności wybiórczego podawania środka ale można przecież zlokalizować i zainwentaryzować większość lisich nor i środki podawać w formie kostki szczepionkowej właśnie tam. Z tymi problemami nasi naukowcy z pewnością sobie poradzą bez problemu trzeba im tylko zabezpieczyć środki i pozwolić działać. Ograniczenie rozrodu tylko o 50% byłoby dużym sukcesem. Temat wymaga badań ale przecież istnieją ośrodki gdzie można te badania przeprowadzić. Pomocne tutaj szczególnie byłyby uczelnie posiadające obwody łowieckie. Idealnym wręcz miejscem mogłaby być Akademia Rolnicza we Wrocławiu ze swoim Ośrodkiem Badań Środowiska Leśnego i Hodowli Zwierząt Łownych oraz prężnym zapleczem naukowym. Temat jest do zrobienia , wymaga wiedzy ,chęci i środków które warto zainwestować aby naprawić popełnione na przyrodzie błędy.
Z pewnością nie braknie oponentów dla których sprawa ograniczania skutków lisiego seksu stanie się ważnym problemem - ba ograniczeniem praw lisa. Ale przecież proponuje nic innego jak planowane lisie macierzyństwo i to w dobie narastającego kryzysu. A zatem czy nie warto zając się poważnie tym tematem.
2009-02-28 12:46:23
cofnij powrót
Copyright © by Andrzej Szeremet 2009. All rights reserved. Odwiedzin od 1.03.2009 - 898736
powered by A-NET bielsko