Moje publikacje, Polowanie, Komu należą się kije?, Andrzej Szeremet - strzelectwo myśliwskie, szkolenia, obozy strzeleckie, strzelania weekendowe, filmy instruktażowe, książki, polowanie, łowiectwo - www.szeremet.pl

Komu należą się kije?

 

Nie zepsutemu psu a jego panu nalezą się kije –Oberlender.
Kwadratura psiego koła.
Nie wyobrażam sobie polowania bez psa. Dla mnie osobiście jest to nieporozumienie i nigdy nie zrozumiem myśliwych którzy uważają że pies jest niepotrzebny. Owszem są wyjątkowe sytuacje , któreś piętro w wieżowcu, zły stan zdrowia, ale jeśli się chce to zawsze jest jakieś rozwiązanie. Nie mogę zrozumieć tych myśliwych którzy strzelają do zwierzyny i jej nie podnoszą . Po co strzelają , niech jadą na strzelnicę i postrzelają do rzutków. Jak można strzelać do kaczki nad bagnem wiedząc, że się jej nie podniesie?.
 
Podczas mojej przygody ze strzelbą która trwa nieprzerwanie 42 lata a jeśli doliczyć to co było przed skończeniem 18 roku życia to i dłużej, zawsze nieodłącznie towarzyszyły mi psy myśliwskie. Gustowałem w dwóch rasach a mianowicie w jamnikach i wyżłach z wyrażnym „wskazaniem „ na gładkowłose. Wybór podyktowany był zawsze rodzajem zwierzyny na jaką polowałem. W okresie studenckim polowałem dużo na drobną zwierzynę zwłaszcza na ptactwo – kuropatwy i kaczki gdzie nieodzowny był dobry wyżeł. Potem gdy organizowałem OHZ Nieciecz w woj. Lubuskim, asortyment zwierza się zwiększył. Było ptactwo, ale była i zwierzyna gruba. W tym okresie zacząłem też polować na lisy z nory. Z czasem polowanie z norowcami stało się moją pasją. Stąd wzięły się jamniki. Podczas pracy w OHZ Manowo miejsce jamników zajęły foksteriery krótkowłose, które wspaniale sprawdzały się jako dzikarze, ale wyżeł był zawsze. Były też i psy przypadkowe jedne bardzo dobre, drugie dobre. Po latach patrząc wstecz, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że złych psów nie miałem nigdy, a psy o których się mówiło i którymi można się było cieszyć były zawsze.
Jak to czasami w życiu bywa doszło do zmiany miejsca zamieszkania. Z terenów pełnych grubego zwierza przeprowadziłem się w tereny gdzie polowało się na zwierzyną drobną. Niestety nie miałem wyżła i dlatego też przez jakiś czas na drobną zwierzynę nie polowałem bo jak tu polować bez psa.
A więc musiałem mieć psa. 
Znalazłem interesująca mnie linię hodowlaną z której kiedyś miałem doskonałego wyżła i zakup szczeniaka stał się faktem a reszta to już potoczyła się samorzutnie. Ze szczeniaka powoli wyrastał piękny pies, próby zaliczył 100/100, zdobywał oceny doskonale na wystawach i w praktyce był bez zarzutu –miałem dobrego psa.
Mając dobrego psa zacząłem jeżdzić na polowania do sąsiednich kół   i miałem doskonały przegląd jak wyglądają polowania na zwierzynę drobną w tych kołach i jaki jest stan psów. Było różnie, ale o jednym kole wypada napisać bo były to najskuteczniejsze kacze polowania w jakich uczestniczyłem. Tym kołem jest koło Diana Skoczów. Piszę najskuteczniejsze dlatego bo ilość zestrzelonej zwierzyny praktycznie równała się podniesionej.
Pierwsze co mnie zaskoczyło to ilość psów. W kole które liczy 25członków jest na chwilę obecną 14 wyżłów. (zdj.028). Koło ma na obwodzie 235ha stawów hodowlanych a doskonała współpraca z zarządcami tych stawów sprawia, że jest to doskonały kaczy teren. Wiosną te stawy, które są spuszczone obsiewane są pszenicą i jęczmieniem –owies nie nadaje się do tego celu. Po wyrośnięciu i wykłoszeniu się zboża stawy są napełniane (zdj. nr01 i 07) i stanowią doskonała bazę żerową dla kaczek. Efekty są wymierne . W ubiegłym roku na jednym z polowań łącznie ze zlotami strzelono 227 kaczek z tego - i tu uwaga! na drugi dzień podniesiono ....100sztuk kaczek, które nie zostały podniesione po zlotach z powodu ulewnego deszczu. Ubiegły rok zamknął się ilością 500sztuk pozyskanych kaczek.
 W tym roku pierwsze polowanie było słabsze co było do przewidzenia z powodu słabszych lęgów . Na pierwszym polowaniu pozyskano 75sztuk kaczek głównie krzyżówek. W pierwszym dniu podniesiono 59sztuk łącznie ze zlotami. Na drugi dzień wczesnie rano uczestniczyłem w podnoszeniu postrzałków. Wszystkie zestrzelone poprzedniego dnia kaczki były zapisane, więc prowadzący polowanie -prezes koła kol. Tomasz Heczko (zdj nr.018) był dokładnie zorientowany na którym stawie ile jest postrzałków. Na kolejne stawy najpierw zostawała spuszczona łódż, która zbierała widoczne na wodzie ptaki (zdj.02 i 03), zaś z dwóch stron stawu jednocześnie szło dwóch myśliwych z wyżłami. Psy wystawiały (zdj025) siedzące na brzegu postrzałki i bez pudła je aportowały(zdj.0,30) Efekty były zaskakujące podniesiono prawie wszystkie zapisane w kajecie ptaki, w sumie 16sztuk. Zaznaczyć chciałbym, że tyle postrzałków zostało na stawach pomimo obecności tak dużej ilości wyżłów na polowaniu. Większość postrzałków to postrzałki ze zlotów gdzie zapadająca noc wyrażnie przeszkadzała mniej doświadczonym psom w aportowaniu zestrzelonych ptaków.
Jaki byłby efekt takiego polowania gdyby nie psy? O tym szkoda nawet mówić.
 I tu dochodzimy do sedna sprawy. Sprawy którą zajmowano się w marcu bieżącego roku w Stacji Badawczej PZŁ w Czempiniu na spotkaniu przewodniczących komisji kynologicznych wszystkich okręgów w Polsce z członkami komisji Kynologicznej naczelnej Rady Łowieckiej. Przebieg debaty opisał kol. Bogdan Kozyra w numerze 10 Łowca Polskiego. Jak pisze – cyt. „ tematyka była rozległa, ale jedno zagadnienie wysuwało się na pierwszy plan: co zrobić , by w naszych łowiskach pojawiło się więcej psów użytkowych”. Autor dalej zaznacza że :cyt.” Niby z prawnego punktu widzenia wszystko jest w porządku, wszak w regulaminie polowań – a jest to rozporządzenie ministerialne -myśliwi zobowiązanie są do używania psów przy polowaniu na ptactwo i przy poszukiwaniu postrzałków zwierzyny grubej.... i dalej... Czy wyobrażacie sobie szanowni nemrodzi, by ktoś przerwał polowanie na ptactwo ponieważ brało w nim udział czterech myśliwych a był tylko jeden pies”... k. cyt.
Więc i ja pozwolę sobie zadać pytanie naszym działaczom z wysokich i najwyższych szczebli PZŁ: Czy ktokolwiek i kiedykolwiek przerwał polowanie na ptactwo bo na dziesięciu myśliwych przypadał jeden pies lub wcale go nie było? Z pewnością nigdy.
 Przecież ta cała dyskusja to jedna wielka bzdura.
Koledzy odpowiedzialni za naszą kynologię myśliwską skończcie z tym zawracaniem kijem Wisły i stańcie twardo na ziemi. Nie wyważajcie otwartych drzwi bo albo obowiązujące – jak zaznaczono ministerialne przepisy zaczną być respektowane albo skończmy te jałowe dyskusje.
Niech nikt nie opowiada, że się tego nie da zrobić. Nie da się zrobić tam gdzie jest kolesiostwo, nieposzanowanie regulaminu i niechęć do psa myśliwskiego. W końcu ten ministerialny dokument nas obowiązuje i nikt nie zwolnił naszych władz z obowiązku jego stosowania. A może pan minister po prostu nie ma zielonego pojęcia z czym to się je i jest święcie przekonany, że wszystko jest w porządku, może więc warto mu powiedzieć, że nie jest.
 W trakcie dyskusji z kolegami ktoś powiedział: w takim przypadku połowę polowań powinno się zawiesić i co dalej . Ano nic. Będą tylko takie polowania gdzie wymóg posiadania odpowiedniej ilości psów zostanie spełniony . A co z resztą myśliwych ? wypytywał mój rozmówca. Ano do domu i tyle. To nie przejdzie stwierdził. A dlaczegóż by nie? pytam.
Kilka lat temu w 2003r. u naszych sąsiadów Czechów w Czeskiej Lipie miało się odbyć polowanie na pióro. Jednym z zaproszonych gości był nasz znany kynolog kol. Erwin Dembiniok z Cieszyna. Pojechał nań ze swoją suką Arką . W tracie zbiórki do myśliwych na motorowerze podjechała sympatyczna pani jak się okazało z tamtejszego urzędu gminy. Po przywitaniu się z prowadzącym padło polecenie aby myśliwi posiadający psy pokazali dokumenty dopuszczające je do polowania. Menerzy skwapliwie sięgnęli do portfeli i okazali wymagane dokumenty. Na zdjęciu dokument suki kolegi Dembinioka. Policzone zostały psy , policzeni myśliwi i okazało się że myśliwych w stosunku do psów jest o dwóch za dużo . Stosowano następujący klucz: 1 pies na pierwszych trzech myśliwych i 1 pies na każdych następnych pięciu. A co z dwoma zbywającymi myśliwymi – ustalono, że w każdym miocie dwójka myśliwych nie poluje a idzie do naganki. Wypełniono druk pożegnano się z urzędnikiem i polowano. I tak powinno być.
Jak widać na zdjęciu (zezw nr1i zezw nr2) dokument jest małego formatu , zafoliowany , z wszystkimi danymi psa i określeniem do czego pies może być użyty. Takowy dokument uzyskiwał pies który na konkursach jesiennych uzyskał minimum dyplom III go stopnia. Psy podzielono na trzy kategorie : do dochodzenia i aportowania zwierzyny drobnej
posokowce i tropoce
 norowce
Pokazany na zdjęciu dokument ma numer kolejny 0009543 i został wydany 26.10.2002 roku a przepisy zaczęły obowiązywać niecałe 4 miesiące wcześniej bo od 01.07.2002 roku. Może to świadczyć o ilości psów posiadających taki certyfikat.
 Skoro dało się to zrobić u naszych sąsiadów, których osiągnięcia kynologiczne są bez porównania większe niż nasze to dlaczego nasze władze łowieckie nie robią nic aby wprowadzić coś podobnego u nas. Przecież gotowy wzór jest do powielenia a nasze przepisy też ktoś kiedyś wymyślił po to, żeby nie leżały w szufladzie tylko po to żeby je stosować
 A co by się stało gdyby tak zamiast na polowanie trzeba było wrócić do domu. Zapewniam kolegów że nic, zaczęto by myśleć że trzeba i warto mieć w kole psy. I może wtedy wreszcie dobrano by się do skóry niektórym zarządom kół podobnym do tego, który jak wyczytałem na portalu lowiecki.pl nie pozwolił myśliwemu zabierać psa dzikarza na polowanie zbiorowe na zwierzynę grubą,:). I nie wiadomo czy w tym momencie śmiać się czy płakać, że tak to wszystko niezdarnie i bez pomyślunku się toczy. I proszę nasze kynologiczne komisje –nie wymyślajcie w tej materii prochu tylko stosujcie obowiązujące przepisy – przynajmniej na początek. (zdj 029)
                                                                               Darz Bór.
 

2011-04-24 15:27:02
cofnij powrót
Copyright © by Andrzej Szeremet 2009. All rights reserved. Odwiedzin od 1.03.2009 - 898786
powered by A-NET bielsko