Moje publikacje, Strzelectwo, O szkoleniu strzeleckim kilka słów, Andrzej Szeremet - strzelectwo myśliwskie, szkolenia, obozy strzeleckie, strzelania weekendowe, filmy instruktażowe, książki, polowanie, łowiectwo - www.szeremet.pl

O szkoleniu strzeleckim kilka słów

Oglądając grupę strzelających zawodników momentalnie wyłapujemy z pośród nich tego, który strzela najlepiej. Jeśli jeszcze strzela elegancko, płynnie, jeśli w jego ruchach nie ma nerwowości, jeśli widzimy, że to, co robi jest finezyjnie dopracowane przyglądamy się mu z przyjemnością. Z tą elegancją kryją się lata pracy, wysiłku, nakładów i talent strzelającego, bez którego nie ma, co marzyć o wybicie się na wyżyny strzeleckie. Porozmawiajmy dziś sobie o szeroko pojętym szkoleniu strzeleckim o modelu szkolenia przyjętym u nas, o zaletach i wadach niektórych naszych poczynań, które umiejętnie stosowane mogą zbliżyć nas szybko do upragnionego sukcesu, ale przy braku rozwagi mogą się też okazać poważną przeszkodą na naszej strzeleckiej drodze.
Dla wielu osób pierwsze kontakty ze strzelectwem to szkolenie przed egzaminem. Z góry musimy sobie powiedzieć, że trzy obowiązkowe treningi, w których musimy uczestniczyć nie mogą i nie nauczą Was strzelać. Podczas tych treningów należy przyswoić sobie zasady bezpiecznego obchodzenia się z bronią, poznać zasady funkcjonowania strzelnicy, poznać wszystkie konkurencje wieloboju strzeleckiego i zasady ich strzelania. Jeśli do tego dodamy kilkukrotne wyjazdy na strzelnice z opiekunem to strzelenie wymaganej ilości punktów na egzaminie staje się całkiem realne. W dużo lepszej sytuacji znajdują się Ci wszyscy, których członkowie rodzin są myśliwymi. Tam kontakt z bronią był częstszy co od razu widać na szkoleniu strzeleckim. Po egzaminie kontakt ze strzelnicą się urywa a funkcje szkoleniowe przejmuje na siebie niemiłosiernie kaleczona zwierzyna, koledzy - współtowarzysze polowań mają moc uciechy z pudeł nowicjusza i wszyscy udają, że wszystko jest w porządku. Otóż nie jest od samego początku. Myśliwy zanim otrzyma pierwsze zezwolenie na odstrzał zwierzyny powinien naprawdę nauczyć się strzelać nie tylko do stojącej makiety dzika. Przecież na drugi dzień po otrzymaniu do ręki upragnionej broni stanie obok nas na stanowisku podczas zbiorówki, w której uczestniczył do tej pory jako naganiacz i będzie strzelał do sadzących spod psów dzików aż miło i będzie to robił po raz pierwszy w życiu. Przepisy wymuszają określone postępowanie w trakcie szkolenia strzeleckiego takie jak choćby używanie broni służbowej, która przecież nie jest dopasowana do sylwetki strzelającego. Niewątpliwie trzeba mieć też na uwadze koszty szkolenia niebagatelne dla młodych ludzi, stąd ograniczenie ilości dni szkolenia, ale... No właśnie.
Czyż nie jest obowiązkiem myśliwego podnoszenie swoich umiejętności, jest. Czyż, więc nie jest możliwe, aby zasadnicze szkolenie strzeleckie odbywał już ze swojej broni jako członek PZŁ, jest. Czyż nie jest wskazane, aby zanim pójdzie w knieję jako świeżo upieczony myśliwy ze swoim pierwszym odstrzałem, umiał strzelać choćby na tym minimalnym poziomie - jest. Dlaczego więc nic nie robimy, aby zmodyfikować ten nasz system szkolenia? Ten system nie wymaga już żadnych nakładów ze strony Związku. W Szwecji zanim otrzyma się odstrzał łosia trzeba wykazać się umiejętnością strzelania do jego makiety w przebiegu i nikt nie robi z tego powodu żadnych problemów. Nie odstrzeliłeś wymaganej serii, znaczy, że nie możesz polować - proste. Myślę, że jest to sprawa, nad którą warto się zastanowić i do której warto wrócić.
Co więc można zrobić, aby zacząć lepiej strzelać? Pierwszą bardzo ważną sprawą jest posiadanie sporej wiedzy teoretycznej, która da odpowiedź, co nas czeka. Ten pierwszy schodek wtajemniczenia jest bardzo często pomijany lub traktowany bardzo powierzchownie.
Wielu zaczynającących przygodę ze strzelbą młodych ludzi sprawę zdobycia odpowiedniego przygotowania teoretycznego pomija zupełnie, uważając teorie jako zawracanie głowy. A zapewniam Was, że jest to naprawdę przepustka, aby dobrze zacząć strzelać Brak tego przygotowania da o sobie znać, kiedy przyjdzie nam się zmierzyć już z magiczną granicą 75pkt. /stary system oceny trafień/. Gdzie szukać, zatem tej wiedzy? Przydatna tu będzie każda dostępna literatura, filmy czy wiadomości starszych kolegów. Jeśli jest to książka to przeczytajmy ją parę razy. Za każdym razem okaże się, że znaleźliśmy w niej cos nowego, co wcześniej uszło naszej uwadze. Jeśli oglądamy film o strzelaniu na kręgu myśliwskim wniknijmy w szczegóły, potrenujmy na sucho w kacie pokoju, to wszystko da o sobie znać w odpowiednim czasie. A więc: teoria jako podstawa, aby zacząć. Kiedy już zaczniemy musimy wybrać jakiś plan który pomoże zrealizować nam nasze zamiary.
Co zatem lepsze wyjazd na obóz strzelecki, strzelanie na miejscu, strzelanie samemu z kolegą itp.? Myślę, że najpierw musimy się trochę ostrzelać na rodzimej strzelnicy. Na początku dobrze by było gdyby były to treningi pod okiem doświadczonego kolegi, później w grupie. Konfrontujcie cały czas swoje spostrzeżenia z wiadomościami nabytymi wcześniej z książek, filmów , obserwacji. Kiedy już ostrzelamy się na tyle, że wystrzelenie kilkudziesięciu naboi nie wywoła widocznych objawów w postaci sinych bicepsów i opuchniętego policzka warto pomyśleć o wyjeździe na pierwsze zawody strzeleckie. Osoba kogoś doświadczonego uchroni nas od wielu błędów. Kiedy mamy kłopot , gdy nie mamy się kogo poradzić, wtedy namawiałbym na zorganizowane szkolenie. Nie musi to być akurat wyjazd na drugi koniec Polski. Takie szkolenie przy odrobinie chęci można zorganizować wszędzie. Jeśli zaś chcemy bardzo serio podejść do sprawy to wtedy obóz, który prowadzą doświadczeni instruktorzy a efekt będzie murowany. Spotkamy tam kolegów z podobnymi problemami a kilka dni spędzonych na wspólnym strzelaniu pozwoli nam wybrać dla siebie to, co najlepsze, pozbyć się nawyków i zorientować się we własnych możliwościach. Obozy takie mają jednak sporą wadę - są drogie. Opłacenie wyżywienia, zakwaterowania, strzelnicy, rzutków i największy wydatek, jakim jest amunicja a przecież strzela się codziennie po sto kilkadziesiąt naboi to spora suma. Z drugiej jednak strony można to połączyć z planowanym urlopem i wtedy część kosztów będzie usprawiedliwiona. Takie zgrupowanie nie koniecznie musi trwać tygodniami. Dłuższy weekend w zupełności wystarczy a efekty są murowane.
Często w rozmowach pada pytanie czy nie jest za późno, aby zacząć uprawiać strzelectwo. Myślę, że dopóki nam dopisuje wzrok i zdrowie zawsze możemy zacząć zabawę ze strzelbą. Przytoczę tu przykład mojego przyjaciela z Pomorza kol. Józefa W. który na strzelnicę z chęcią poprawienia wyników trafił w wieku 69 lat przyjeżdżając na obóz strzelecki w Nowogardzie w 2000r. Był wieloletnim myśliwym ale ze strzelnicą jak sam mówił miał kłopoty. Żeby zobrazować jakie postępy poczynił w ciągu 10 dni strzelań wystarczy powiedzieć, że o ile na początku, strzelenie dubleta na stanowisku nr 7 było prawie niewykonalne o tyle pod koniec turnusu nasz przyjaciel na zawodach w Szczecinie w pełnym wieloboju uzyskał wynik 75 pkt. Oto co pisał do mnie: ,, po powrocie moja strzelba znalazła się u rusznikarza. Zlikwidowałem samoczynny bezpiecznik, uregulowana została twardość spustów, wyeliminowano ciągnący się (wlokący) pierwszy spust. Usunięto luzy w zamkach, a lufy otrzymały nową oksydę." Jak dalej potoczyły się strzeleckie przygody mojego przyjaciela? cyt ,,,Pobyt w Nowogardzie dał mi to, że pozbyłem się ,,gaciówy" kiedy wchodzę na strzelnicę, a to dlatego , że znam na pamięć parametry rzutków, trajektorie lotów, wymiary konkurencji i jej uwarunkowania ......, Nabyta technika przyjęcia rzutka na poszczególnych stanowiskach i znajomość własnych możliwości sprawia, że nie wpadam w panikę, kiedy spudłuję. Najważniejsze, że wiem, jaki popełniłem błąd" k.cyt.. W dniu 30 września na zawodach seniorów w Słupsku mój przyjaciel wypadł bardzo dobrze: cyt: Zdobyłem pierwsze miejsce, puchar przechodni i nagrodę futerał, a w nim butelkę szampana). Tak wysoko w swojej karierze jeszcze nie zaszedłem.......Jak dzisiaj z perspektywy czasu patrzę na swoją edukację strzelecką przed Nowogardem , to byłem zupełnie zielonym strzelcem" k.cyt. Na Krajowych Zawodach Seniorów 28 lipca w Obornikach,. poprawne strzelanie zaowocowało zdobyciem 8 -go miejsca. Potem był kurs instruktorów i sędziów, i krótko mówiąc strzelectwo dla naszego przyjaciela stało się atrakcyjnym sportem,swoistym sposobem na życie. Czyż do tego potrzebny jest jakiś komentarz?, Chyba nie. Odpowiedzieliśmy, zatem sobie na pytanie, że zacząć można i trzeba od zaraz. Wiele osób które miałyby chęć na spróbowanie swoich sił na strzelnicy obawia się że staną się przedmiotem kpin kolegów itp. Zostawcie te problemy innym, zacznijcie traktować to jako zabawę a wtedy wszystko się ułoży. Bardzo ważną sprawą jest umiejętność dawkowania swojego treningu. Musimy sobie zdać sprawę, że strzelanie po 300-400 naboi na jednym treningu to nieporozumienie. Gdyby od ilości wystrzelonej amunicji zależały wyniki nasi sportowcy strzelaliby nie kilkanaście tysięcy a kilkadziesiąt tysięcy sztuk amunicji w ciągu sezonu. Nie jesteśmy w stanie stosować treningu wyczynowego, nasz trening powinien być treningiem zachowawczym, który utrzymuje nas cały czas na określonym poziomie kondycyjnym bez forsowania samego siebie. Złe zaczyna się wtedy, gdy błędy popełniane przez nas na skutek braku instruktora powielamy w takim morderczym dla nas treningu, odzwyczaić się potem od nich to prawdziwa sztuka. Przemyślmy, zatem jak zamierzamy rozplanować nasze szkolenie strzeleckie w przyszłym roku, nie zapominając, że teoria jest powaliną naszych późniejszych sukcesów. Dla tych z Was którzy chcieliby wziąć udział w obozie strzeleckim podajemy terminy dwóch turnusów jakie będą organizowane na strzelnicy Koła Łowieckiego,,Hubertus" w Goleszowie, zakwaterowanie jak co roku w Wiśle w pensjonacie ,,Lusia"


2009-02-28 19:00:05
cofnij powrót
Copyright © by Andrzej Szeremet 2009. All rights reserved. Odwiedzin od 1.03.2009 - 898702
powered by A-NET bielsko